Rezolucja PE

Rezolucja PE

Warszawa, dnia 19 maja 2020 r. 

 

Opracowanie dotyczące projektu rezolucji Parlamentu Europejskiego w sprawie stwierdzenia ryzyka poważnego naruszenia przez Polskę praworządności

 

Przedstawiony draft rezolucji jest kolejną odsłoną napięcia między Polską, jako państwem członkowskim Unii Europejskiej, a instytucjami unijnymi, w tym przypadku Parlamentem Europejskim. Ten ostatni jest instytucją unijną najbardziej zaciekle atakującą Polskę i polski rząd, zarzucając łamanie demokracji, solidarności między państwami członkowski i  zasady Rule of Law (nota bene widać zresztą, że skala rzekomych naruszeń przybiera systematycznie kształt kuli śnieżnej i trudno dziś znaleźć obszar, który nie byłby poddany krytyce, albo wobec którego nie formułowano by przynajmniej przypuszczenia, że może nie jest on przestrzegany w należyty sposób). 

Na tle zaangażowania Parlamentu Europejskiego widać też wyraźnie jednoznacznie polityczne uwarunkowania napięcia, które wynikają głównie z tego, że większość w PE mają ugrupowania polityczne mieszczące się na przeciwległym biegunie osi rywalizacji politycznej lewica – prawica niż rządząca w Polsce większość. Dowodzi tego najlepiej upubliczniony w zeszłym tygodniu projekt rezolucji PE, autorstwa Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych, kierowanej przez hiszpańskiego socjalistę  Juana Fernando Lópeza Aguilara. Projekt rezolucji nie wnosi nowych treści merytorycznych i jest kompilacją treści od dłuższego już czasu powtarzanych w instytucjach unijnych, głównie w Parlamencie Europejskim, często abstrahujących od stanu faktycznego i prawnego, będącego tubą politycznej narracji, zgodnej z lewicowo-liberalnym mainstreamem. Dowodzi zresztą tego najlepiej okoliczność, że rezolucja odwołuje się nie tylko do prawa UE, ale również do aktów prawnych  innych organizacji (ONZ, OBWE), co samo w sobie budzi zdziwienie i dowodzi, że Parlament Europejski nie  jest wcale zainteresowany merytoryczną dyskusją tylko nagłośnieniem własnej ideologicznej wizji UE jako swoistej dyktatury relatywizmu. Niestety sformułowania zaproponowane w treści rezolucji dowodzą też prawdziwości tezy, sformułowanej dwa tygodnie temu przez niemiecki Związkowy Trybunał Konstytucyjny, zgodnie z którą napięcia w relacjach państwa członkowskie Unia Europejska są wynikiem odrzucenia przez instytucje unijne rzeczywistego dialogu i narzucenia jednokierunkowej wizji relacji od góry do dołu (tj. od UE do państw członkowskich). Tymczasem w opinii niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego napięcia takie należy rozwiązywać wspólnie, zgodnie z duchem integracji europejskiej, i złagodzić je poprzez wzajemny szacunek i zrozumienie. Nie może być to jednak działanie jednokierunkowe, tj. z UE do państw członkowskich, ale również z państw członkowskich do UE.  Odzwierciedla to naturę Unii Europejskiej, która opiera się na wielopoziomowej współpracy suwerennych państw i UE jako całości,  nie na mentorskiej postawie organów unijnych względem państw członkowskich. Niemiecki FTK dodaje przy tym, że orzecznictwo sądu konstytucyjnego państwa członkowskiego uzupełnia ustalenia TSUE i innych instytucji unijnych tworząc dzięki temu ramy dialogu, warunkującego współpracę i poszanowanie tożsamości konstytucyjnej państw członkowskich, która jest zasadą traktatową (art. 4 TUE). FTK zwraca przy tym uwagę, że relacji państwo członkowskie – UE nie można oglądać tylko w ten sposób, że to państwo członkowskie może naruszyć prawo UE, czy zasady na jakich się ona opiera (art. 2 TUE). Art. 2 jest bowiem w takim samym stopniu adresowany do UE, co do państw członkowskich. W przypadku oczywistego i istotnego pod względem strukturalnym przekroczenia kompetencji przez instytucje, organy, urzędy i agencje Unii Europejskiej organy konstytucyjne państw członkowskich muszą wobec tego, w ramach swoich kompetencji i posiadanych środków, aktywnie podejmować kroki zmierzające do zapewnienia przestrzegania programu integracji europejskiej (Integrationsprogramm ) i poszanowania jego ograniczeń, a w konsekwencji dążyć do uchylenia aktów nieobjętych programem integracji i – o ile akty te będą nadal obowiązywać – podjęcia odpowiednich działań w celu ograniczenia ich wpływu. Program integracji europejskiej (Integrationsprogramm), jak zauważa FTK, jest wszak programem mającym swoje określone ramy, których nie może przekraczać żaden organ UE, w tym TSUE, tak długo, jak długo ramy te nie zostaną zmienione wyraźną wolą państw członkowskich, tj. „panów traktatów”.

Warto wskazać, że przedstawiony draft rezolucji jest istotnym przedmiotowym poszerzeniem sporu z Polską. Polsce zarzuca się już nie tylko naruszenie Rule of Law, poprzez niewłaściwe – w opinii UE – reformowanie sądownictwa, ale również podważanie wartości na których opiera się UE, w tym demokracji i poszanowania praw podstawowych. Jednocześnie projekt rezolucji zaleca by Komisja i Rada wdrożyły mechanizm budżetowy polegający na finansowym karaniu państw, które w opinii organów UE naruszają wartości będące fundamentem UE.

Rezolucja zwraca uwagę na kilka obszarów, które – w opinii PE – dowodzą naruszenia przez Polskę zobowiązań państwa członkowskiego, a w swoim całokształcie dowodzą ryzyka poważnego naruszenia przez Polskę praworządności. 

Do obszarów tych Komisja, pod przewodnictwem hiszpańskiego socjalistycznego deputowanego, zalicza: 1) proces ustawodawczy; 2) wymiar sprawiedliwości; 3) prawo wyborcze; 4) pomniejszenie praw podstawowych. 

W zakresie procesu ustawodawczego rezolucje formułuje wręcz kuriozalny wniosek, który rodzi poważne obawy o naruszenie przez PE jego uprawnień. Zgodnie z nim zmiany ustawowe dokonane w sądownictwie (TK i Sądzie Najwyższym) są de facto rewizją konstytucji. Opierając się na tym założeniu PE uważa, że są one nielegalne, gdyż stopień zmian w strukturze TK i SN jest tak daleko idący, że powinien znaleźć swoje odzwierciedlenie w polskiej Konstytucji i winien mieć szerszy konsens społeczny. W myśl projektu rezolucji większość albo wprost zmieniła konstytucję, albo zmieniła jej ducha, co oznacza, że Zjednoczona Prawica de facto dokonała zmiany konstytucji bez zmiany konstytucji (sic!), co jest jawnym naruszeniem zasady praworządności. W opinii PE takie zmiany są też zmianami  w ustroju KRS, który został konstytucyjnie zredefiniowany. 

W odniesieniu do procesu ustawodawczego projekt rezolucji wskazuje ponadto, że także zwykłe reguły legislacji są w Polsce systematycznie łamane. Dowodzić tego mają: 1) nadużywanie rządowej inicjatyw ustawodawczej; 2) nadużywanie trybu pilnego; 3) pośpiech przy tworzeniu prawa; 4) niedostateczne sięganie po mechanizmy konsultacji społecznej; 4) brak refleksji nad tworzonym prawem; 5) zbyt częste zmiany obowiązującego prawa.

Drugim, tradycyjnym obszarem wobec którego formułowane są obiekcje jest wymiar sprawiedliwości. Tutaj rezolucja podkreśla, że został on nadmiernie upolityczniony, naruszono niezależność sędziów, a w ostateczności obalono zasadę podziału władzy. W opinii PE rzekomego naruszenia tej zasady i podkopania pozycji sądów mają dowodzić: 1) zmiana KRS i poddanie jej składu woli większości parlamentarnej; 2) wprowadzenie nowego reżimu odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów; 3) zmiany w strukturze Sądu Najwyższego i powołanie Izby Dyscyplinarnej oraz Izby Kontroli Nadzwyczajnej, które w opinii PE, nie są sądami unijnymi; 4) upolitycznienie TK poprzez wprowadzanie do niego polityków i sterowanie orzeczeniami; 5) faktyczne represje w stosunku do sędziów, którzy zadają pytania prejudycjalne, za które ponoszą oni odpowiedzialność dyscyplinarną. Rezolucja PE dodaje ponadto, że obecna KRS, narusza standard unijny i Polską Konstytucję, która rzekomo nakazuje by sędziów do KRS nominowali sędziowie. Ponadto wskazuje, że nowy tryb powoływania Pierwszego Prezesa SN, powoduje, że staje się on swoistym „zakładnikiem prezydenta”.

Trzecim obszarem, który w opinii PE dowodzi ryzyka poważnego naruszania demokracji i rządów prawa jest prawo wyborcze. Projekt rezolucji wskazuje, że pod przykrywką walki z pandemią koronawirusa większość rządząca w Polsce ustanowiła nowe przepisy prawa wyborczego w okresie tzw. ciszy legislacyjnej. PE uważa ponadto, że w okresie pandemii trudno jest zapewnić równość kandydatów i prowadzenie kampanii wyborczej w sposób niedyskryminujący żadnego z kandydatów. PE zwraca również uwagę na stronniczość mediów faworyzujących jednego kandydata, nietolerancyjną retorykę w Internecie (bez podania przykładów) oraz fakt, że ostatecznie o ważności wyborów rozstrzygnie nowa izba SN, w której zasiadają sędziowie powołani przez nową KRS. Ponadto PE wyraża obawy, czy zapewnione zastaną warunki tajności głosowania, gdyż pandemia – jak dowodzi PE – może być pretekstem dla polskich władz do jej naruszenia. 

Czwartym obszarem, który w opinii PE dowodzi rzekomego trwałego ryzyka naruszenia demokracji w Polsce jest pomniejszenie praw podstawowych. Tutaj uwaga deputowanych PE została skierowana na: 1) zmiany w ustawie o IPN, które przestępstwem czynią znieważanie Polski i Narodu Polskiego. W opinii PE ogranicza to wolność słowa i swobody akademickie. W  opinii PE nowelizacja ustawy o IPN pomniejsza też zbrodnię Holocaustu, co jest przejawem klasycznego polskiego antysemityzmu; 2) ustanowenie Rady Mediów Narodowych, co ingeruje w ład medialny, a przez to w swobody dziennikarzy, którzy mają gorsze warunki pracy niż kiedyś. PE dodaje przy tym, ze wzrosła liczba procesów sądowych przeciwko dziennikarzom, co sugeruje, że de facto to dziennikarze stali się, po sędziach, kolejną grupą zawodową atakowaną przez polskie władze; 3) brak edukacji seksualnej dzieci i młodzieży  (PE używa tu slangu o tzw. prawach reprodukcyjnych, uznając że już od najmłodszych lat dzieci powinny być nauczane o życiu seksualnym, tożsamości płciowej i jej zmianie oraz aborcji, gdyż to jest jakoby standardem demokratycznym); 4) systematyczną, jakoby, dyskryminację osób LGBT+, o czym świadczy jaskrawa nietolerancja gejów i lesbijek, czego symbolem są strefy wolne od ideologii LGBT; 5) łamanie, a przynajmniej daleko idące ograniczanie praw kobiet poprzez bardzo restrykcyjne prawo antyaborcyjne. PE przywołuje w tym miejscu raport Komisji Praw Człowieka ONZ wskazując, że Polska ma jedno z najbardziej restrykcyjnych prawo antyaborcyjne w UE. Dodatkowo PE dowodzi, że polskie przepisy poprzez uniemożliwienie aborcji na życzenie godzą w prawa kobiet i swobody obywatelskie. Dodatkowo PE zauważa, że w Sejmie rozpatrywano projekty obywatelskie, które miast zezwalać na nielimitowaną aborcję dążyły do jej zaostrzenia, co jest jawnym pogwałceniem praw kobiet i w państwie członkowskim UE działaniem niedopuszczonym, stad PE wzywa aby Sejm takich projektów w ogóle nierozpatrywań (co najlepiej dowodzi ignorancji PE i jego jednostronności); 6) szerzenie się tzw. mowy nienawiści i brak skutecznego przeciwdziałania rządu w tej sprawie. PE dodaje przy tym, że mowa nienawiści skierowana jest głównie do osób o odmiennej orientacji seksualnej, co jest niedopuszczalne; 7) ograniczenie wolności zrzeszania się i odbywania zgromadzeń m.in. za sprawą nowej kategorii zgromadzeń cyklicznych; 8) PE nie ma pewności i wobec tego wzywa instytucje UE do sprawdzenia czy polskie władze nie naruszają przypadkiem prawa do prywatności o ochrony danych osobowych.

 

 

 

 

Minister Sprawiedliwości: PE próbuje zakwestionować polską demokrację

17.09.2020

– Dzisiejsza rezolucja Parlamentu Europejskiego to próba bezprawnego oddziaływania na Polskę, to narzędzie przemocy wobec polskiej demokracji, szantaż, który ma prowadzić do odebrania nam środków finansowych z budżetu UE – powiedział Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro podczas konferencji prasowej, która odbyła się 17 września br. w Ministerstwie. Według rezolucji PE, w naszym kraju „ciągle pogarsza się stan praworządności”.

 

Zdaniem Parlamentu Europejskiego, w Polsce dochodzi m.in. do „masowych aresztowań, których ofiarą padło 48 działaczy LGBTI”. Parlament wyraża także obawy dotyczące systemu legislacyjnego i wyborczego, niezależności sądownictwa i praw podstawowych w Polsce.

Rezolucję, która nie ma skutków prawnych, poparło 513 europosłów, przeciw było 148, a wstrzymało się od głosu 33. Europosłowie PO i Lewicy opowiedzieli się za jej przyjęciem, przeciwko głosowali parlamentarzyści PiS. PSL wstrzymało się od głosu.

– To absurdalne zarzuty, które są próbą zakwestionowania samej istoty demokracji – podkreślił Minister Zbigniew Ziobro. Według niego, Parlament Europejski i Komisja Europejska prowadzą wręcz „wojenkę podjazdową”, próbując narzucić Polsce lewicową agendę zwłaszcza w dziedzinie edukacji i kultury oraz podważając wybory dokonane przez polskie społeczeństwo. To, o czym mówi Parlament i Komisja Europejska, to „pseudopraworządność” i otwarty zamach na Traktaty Europejskie – dodał Minister Ziobro.

Rząd i Ministerstwo Sprawiedliwości będą bronić polskiej racji stanu i stawiać opór wobec prób zmuszania nas m.in. do uznania adopcji dzieci przez pary homoseksualne i wiązania tego rodzaju agendy z przyznawaniem środków europejskich – zapewnił Minister. Przypomniał, że już wcześniej wskazywał, że Unia Europejska chce uwarunkować wypłatę środków z budżetu europejskiego od praworządności, by blokować wydawanie tych środków na rzecz Polski, motywując to względami ideologicznym, m.in. rzekomą homofobią i nieprzestrzeganiem wartości europejskich. Mechanizm praworządności miałby być maczugą do straszenia Polski – uznał minister.

– Ta rezolucja jest atakiem na polską samorządność, bo Parlament Europejski nie uznaje uchwał polskich samorządów, które nie chcą u siebie w szkołach np. edukatorów LGBT. WSA w Gliwicach unieważnił podobną uchwałę Rady Gminy Istebna. Dziękuję Prokuratorowi Generalnemu i Prokuraturze Krajowej, że zdecydowali się złożyć skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego po tej decyzji WSA – stwierdził Wiceminister Sprawiedliwości Michał Wójcik biorący udział w konferencji. Zaprosił też przewodniczącą Komisji Europejskiej do odwiedzin gmin, które przyjęły uchwały w obronie tradycyjnych wartości.

Za walkę z demokracją i praworządnością w Polsce oraz cyniczną grę, by odebrać środki finansowe Polsce uznał też rezolucję PE Wiceminister Sebastian Kaleta.

– Parlamentowi Europejskiemu nie podoba się praworządność w Polsce. Tymczasem to my skutecznie walczymy z mafiami VAT-owskimi, lekowymi czy lichwiarskimi. Nie podoba się też Brukseli projekt „Stop pedofilii”, pod którym podpisało się już kilkaset tysięcy obywateli – stwierdził Wiceminister Marcin Warchoł.

 Biuro Komunikacji i Promocji
Ministerstwo Sprawiedliwości